Archiwum kategorii: Przetwory

Lekki letni bigos z cukini i dyni

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (6 głosów, średnia: 5,00 z 5)
Loading...

O tej porze roku (sierpień) zbiera się plony cukini, dyni, kabaczka, marchwi, papryki i pomidorów. Są one też najtańsze w sklepach o tej porze. Nie wielkim kosztem można więc wykonać tą pyszną letnią potrawę, która w nadmiarze może być przechowywana na później, zamrożona lub w zapasteryzowanych słoikach. Mięso jest tu ze względów skojarzenia z tradycyjnym bigosem. Z powodzeniem można się pokusić o wersję wegetariańską, wykorzystując grzyby, których o tej prze roku, również nie powinno brakować. Chociaż tu wszystko zależy od pogody :)
Nie do końca jest to bigos, przypomina trochę leczo a trochę rozgotowany ratatuile. Jak zwał tak zwał, nie nazwa się liczy a smak

Składniki:

5 młodych cukiń

mała dynia

3 marchewki

4 młode cebulki

250 gram nietłustej kiełbasy (np. Drobiowa)

250 g schabu lub szynki ew. filety drobiowe

3 papryki

2 średnie pomidory

2 ząbki czosnku

zioła(najlepiej świeże): natka pietruszki, bazylia, lubczyk, tymianek

sól, pieprz do smaku

Wykonanie:
Cukinie, dynie i marchewki, po uprzednim wyczyszczeniu i obraniu, w przypadku marchwi, tarkujemy na tarce o grubych oczkach. Tej do warzyw. Radzę wziąć dużą miskę bo trochę tego będzie. Posypujemy solą i mieszamy, najlepiej ręcznie. Zostawiamy do przegryzienia.

Kroimy pozostałe składniki w kostkę, cebulkę drobno, paprykę średni a mięso i kiełbasę na większe kawałki. Czosnek siekamy drobno. Podobnie zioła.

W dużym garnku wlewamy trochę oliwy na dno wrzucamy czosnek i szklimy. Następnie dodajemy tarte warzywa wraz z sokiem. Jeśli się nie mieszczą to można partiami, zmniejszają swą objętość w miarę gotowania. Na małym ogniu gotujemy często mieszając.

Na patelni rozgrzewamy olej i wrzucamy paprykę. Można zrobić wersję ostrzejszą i dodać kilka chili. Smażymy na miękko ale nie przypalamy. Dodajemy do garnka bez tłuszczu, na który, wkładamy mięso i kiełbasę, wraz z cebulką, dodaną odrobinę później. Kiedy te zaczną się złocić, dodajemy rozdrobnione pomidory i zasmażamy mieszając, na średnim ogniu aż pomidory się rozprażą.

Na sam koniec dodajemy posikane zioła i rozprowadzamy, wlewając płyn z garnka, przy pomocy chochli. Dodajemy do garnka, doprawiamy solą i pieprzem i dusimy jeszcze kilka minut pod przykryciem na małym ogniu. Podajemy ze świeżym pieczywem

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bezglutenowe, Inne, Mięsa, Potrawy mięsne, Przetwory, Sezonowe, Warzywa, Wegetariańskie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Skomentuj

Rzodkiewka kiszona

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (3 głosów, średnia: 3,67 z 5)
Loading...


Niedawno była marynowana rzodkiew to teraz czas na rzodkiewkę kiszoną. Dziwne? A dlaczego nie? Kto powiedział że kisić można tylko ogóra? Rzodkiewki też się do tego świetnie nadają a przy tym genialnie smakują.

Potrzebujemy:
Pęczek rzodkiewek, dokładnie wymyty i wyszorowany.
Gałązki kopru.
Czosnek.
Sól.
Woda.
Opcjonalnie – liście wiśni
Opcjonalnie – korzeń chrzanu

Słoiki dokładnie myjemy i wyparzamy. Oczyszczone rzodkiewki pozbawiamy zielonych końcówek i ogonków. Wkładamy do słoików i po 2 ząbki czosnku i 1 gałązce kopru(najlepiej zakwitniętego). Upychamy ciasno i na wierzchu przykrywamy zwiniętym koprem albo liśćmi wiśni czy chrzanu. Chodzi o to by docisnąć rzodkiewki poniżej poziomu wody. Przegotowaną ostudzoną wodę solimy ok 1-2 łyżki/litr. Dokładnie zalewamy, żeby wszystko było przykryte. Słoików nie dokręcamy, zostawiamy jedynie przykryte żeby nic nie wpadło do środka ale tak, żeby gazy wytwarzające się w trakcie mogły swobodnie wydostawać.

Po co najmniej 3 dniach, nadają się do jedzenia ale najlepsze są po tygodniu. Jeżeli planujemy zachować słoiki na zimę, po kilku dnach można je dokładnie zakręcić i odstawić w ciemne, chłodne miejsce. Należy pamiętać że w pierwszych dniach wytwarza się tyle gazu, że mogło by rozerwać słoik lub odkształcić pokrywkę.

Sok, kiedy już ładnie zróżowieje, jest świetnym napojem. Można go pić jak wodę z kiszonych ogórków, dobrze gasi pragnienie, orzeźwia i cudownie leczy kaca. Przy tym jest o wiele smaczniejszy i orzeźwiający niż z ogórków.

Warto też jeść kiszonki ze względów zdrowotnych – to domowa mikroapteka, pełna dobroczynnych witamin i bakterii kwasu mlekowego, które doskonale regulują trawienie i wspomagają naturalną pracę jelit.

Słoiczek ze zdjęcia nie doczekał nawet momentu spisywania tego przepisu – takie miały wzięcie te małe smakołyki.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przetwory, Warzywa i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Skomentuj

Biała rzodkiew marynowana

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (5 głosów, średnia: 4,20 z 5)
Loading...

 

 

pęczek białej rzodkiewki

cebula

gorczyca

kolendra – nasiona

cukier

czerwony pieprz

sól

przegotowana letnia woda

kilka liści lubczyku, lekko podsuszonego

Ocet jabłkowy

Biała rzodkiew to bardzo ciekawe warzywo, świetnie rośnie w naszym klimacie i ma mnóstwo zastosowań kulinarnych. Jest idealnym dodatkiem do dań azjatyckich, zwłaszcza kuchni japońskiej. Jest bardzo wdzięcznym składnikiem, gdyż w sosie czy zupie traci swą ostrość, a chłonie smak potrawy. Jednakże plon może nas czasem zaskoczyć obfitością, tak że nie jesteśmy w stanie tego przejeść. Przydatność do spożycia, jak każde warzywo, ma krótką. W takich wypadkach z pomocą przychodzą marynaty. Jeżeli nie masz ogrodu możesz użyć kupnej. Jest bardzo tania. Najlepiej kupionej na targowisku w sezonie, wtedy mamy pewność że pochodzą od lokalnego rolnika a nie plantacji w chinach.

Marynować można prawie wszystko i tylko od wyobraźni zależy jaki smak przyjmie marynata. Jedni lubią słodsze inni na ostro, jeszcze inni lubią jak im kwas wykrzywia twarz. Dlatego nie podaje na początku proporcji składników. Doświadczeni „marynarze” dobrze wiedzą co dalej i mogą skończyć czytanie w tym miejscu.

Ale nie każdy ma doświadczenie w marynowaniu i potrzebuje do tego wskazówek. Opisuje więc i objaśniam, jak powstały te cudeńka widoczne na zdjęciu. Jest to wersja słodko kwaśna, podobna do tej, jaką stosuje się do młodych ogórków. Dodatek czerwonego pieprzu nadaje pikanterii i ciekawego aromatu.

Na początek będziemy potrzebowali słoików. Nie muszą być nowe, takie po koncentracie czy oliwkach idealnie się nadadzą a przy tym zadbasz o środowisko, nie wyrzucając zbędnego szkła. Słoki dokładnie myjemy. Jeżeli etykieta schodzi łatwo można ją usunąć, jak nie to odejdzie we wrzątek. Kolejny krok to włożenie słoików wraz z pokrywkami do dużego garnka z wodą, łyżką octu spirytusowego(lub innego, odpowiednio więcej) i stróżką płynu do naczyń. Doprowadzamy do wrzenia. Uwaga na pianę, może wykipieć. Po kilkudziesięciu minutach wszystkie etykiety i niedomycia, a co najważniejsze – wszystkie bakterie znikną.

W czasie gdy słoiki się gotują, czyścimy rzodkiew. Najlepiej się to robi szorstką stroną gąbki do naczyń. Koniecznie nowej, nie używanej. Pod bieżącą wodą. Skrobanie lub obieranie pozbawiło by nas cennej i smacznej skórki. Po dokładnym oczyszczeniu kroimy w plastry o grubości około pół centymetra. Można też zrobić wersję sałatkową i pokroić w cienkie plasterki.

Marynata. W mojej wersji, proporcje wynoszą 1 do 4. Na 600 ml wody 200 ml octu jabłkowego. Płaska łyżka soli i 2 łyżki cukru. Przyprawy sypię na oko więc każdy słoiczek ma swój własny charakterek.

Wyjmujemy słoiki na ręcznik, zostawiamy do ostygnięcia i oczyszczamy ręcznie z resztek etykiet. Opłukane słoiki raz jeszcze wyparzamy, tym razem czystą wadą i tylko kilka sekund.

Wkładamy na dno jeszcze ciepłych słoików, pokrojoną cebulkę, wsypujemy przyprawy i wkładamy kawałki rzodkiewki. Wciskamy gałązkę lubczyku i zalewamy marynatą zostawiając 1-2 mm powietrza. Odrobina cebuli na wierzchu  dociśnie żeby rzodkiewka nie wypływała ponad zalewę.

Dokładnie zakręcamy, obracając upewniamy się że nie ciekną i pasteryzujemy, gotując zalane do 3/4 wysokości najniższego, przez około pół godziny.

Do spożycia nadają się po tygodniu ale jak wino, im starsze tym lepsze. Słodko-kwaśne rzodkieweczki z korzennym aromatem, przemile zaskoczą wasze podniebienia.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Przekąski, Przetwory, Warzywa, Wegetariańskie i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
2 komentarzy

Jak zrobić miód z mniszka?

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (5 głosów, średnia: 5,00 z 5)
Loading...

Miód z mniszka lekarskiego zawiera w sobie mnogość związków które dobroczynnie wpływają na nasz organizm. Pomaga zwalczać przeziębienia, wzmacnia organizm, dostarcza witamin i niewiarygodnie smakuje. To taki mały suplement diety który możemy zrobić w zaciszu naszej własnej kuchni.

Jak się do tego zabrać?

500 rozwiniętych główek kwiatowych mniszka lekarskiego
1 kg cukru
1 duża, soczysta pomarańcza
1 l wody

Jak robimy?

Zbieramy w rękawicach ogrodowych kwiaty (mniszek barwi mocno palce) i kładziemy je na białym płótnie by wszyscy mali rezydenci opuścili swoje mieszanka. Po godzinie robaczki sobie pójdą. I teraz mamy dwie metody w zależności od tego jakiego koloru chcemy otrzymać miód. Jeśli ma być słonecznie jasny to z łepków wybieramy same płatki, jeśli zaś ciemny dodajemy całe główki i gotujemy całość przez godzinę na małym ogniu. Po tym czasie odstawiamy garnek na 24h przykryty szmatką. Zapach nie przypomina jeszcze miodu, ale to się zmieni, przy dalszej obróbce. Po tym czasie odlewamy wywar przez gazę, a to co zostanie dokładnie wyciskamy, by uzyskać to co najlepsze. Do wywaru dodajemy sok z pomarańczy i cukier, a całość gotujemy przez 2-3h do uzyskania gęstej konsystencji. Gotowy miód przelewamy do wyparzonych słoiczków.

Podpowiedź:

Mlecze zbierajmy w słoneczny dzień gdyż wtedy najłatwiej określić jakość kwiatów.

Zbiory należy przeprowadzać w miejscu oddalonym jak najbardziej od dróg i cywilizacji, tak by uniknąć zanieczyszczeń w miodzie.

Smacznego kochani :)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bezglutenowe, Inne, Przetwory, Przyprawy i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Skomentuj

Ale pasztet! – czyli co zrobić z tym co zostanie po gotowaniu bulionu?

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (12 głosów, średnia: 5,00 z 5)
Loading...

Gotując bulion zauważyłam że poza marchewką nie mam co zrobić z pozostałymi składnikami. Więc jako osoba która nienawidzi marnowania jedzenia musiałam wymyślić sensowny i pyszny sposób na spożytkowanie tych resztek. Zatem gdy trafiło ci się że po gotowaniu bulionu zostały warzywa użyj wyobraźni lub skorzystaj z mojego sposobu na pyszny pasztet.

Mi zostały:IMG_20141201_155324

Por
natka pietruszki
natka selera
pietruszka
ugotowane udko kurczaka
ugotowana porcja rosołowa z królika

Cały trik polega na tym że wcale nie trzeba się napracować by zmienić to w pasztet. Oskub mięso z kości, dorzuć warzywa i użyj blendera. W krótką zyskasz pasztet, pamiętaj jednak by doprawić go po rozdrobnieniu. Po spróbowaniu będzie ci łatwiej ocenić ile soli i pieprzu potrzeba. A może ty użyjesz innych przypraw. To na prawdę zależy od ciebie jaki aromat będzie miał twój własny pasztet. Możesz go używać zarówno do kanapek, jak i do pasztecików szczecińskich – Na które przepis znajdziesz na mojej stronie. Możesz go również przełożyć do słoiczka i za pasteryzować, by użyć go później. Baw się jedzeniem, odkrywaj smaki!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bezglutenowe, Dania z resztek, Potrawy mięsne, Przetwory i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Skomentuj